Yeti

 
 Sage Symfonia, Polish Karakorum Expedition - Pakistan 2006
 Na przełomie sierpnia i września działała w Pakistanie w rejonie turni Trango wyprawa Polskiego Związku Alpinizmu w składzie:
 Jakub Radziejowski, Wawrzyniec Wawa Zakrzewski, Grzegorz Mikowski i Maciek Ciesielski.

Naszym celem było wytyczenie nowej niezależnej drogi na jednej z okolicznych turni. Konkretne decyzje mieliśmy podjąć na miejscu. Po wstępnej, trwającej kilka dni aklimatyzacji (spędzeniu nocy w tzw. hiszpańskim biwaku na 4900 metrów) i rekonesansie (wycieczka do bazy pod Shipton Spire) nastąpiło pierwsze kilkudniowe załamie pogody. Kilkugodzinne okna pogodowe wykorzystywaliśmy na wspinaczki po okolicznych głazach i jednowyciągowych, powstałych w tym roku, drogach. W jedno ładniejsze przedpołudnie udało nam się wspiąć na rozgrzewkowej, także tegorocznej nowości - Oceano Trango, około 300 metrów, trudności do 6a. Generalnie jednak pierwszy tydzień pobytu w bazie to deszcz, zimno, gra w brydża, książki oraz odwiedzanie naszych "sąsiadów"- ekspedycji słoweńskiej, których członków poznaliśmy na przeróżnych wyjazdach, w najdziwniejsze zakątki świata - po raz kolejny okazało się, że świat jest bardzo mały.

W końcu "się lampi". Naszym celem stał się prawdopodobnie jeszcze dziewiczy szczyt znajdujący się na lewo od zdobytej dwa lata wcześniej przez Słoweńców - Gardy Peak.
5 IX, około 8 rano rozpoczęliśmy wspinaczkę, by o godzinie 17 zameldować się na szczycie. W ten sposób powstała nowa droga o długości około 540 metrów. Trudności tej nowości to VIII-(OS), 1 x A0. A0 było konieczne, by ominąć za pomocą wahadła zapchany ziemią odcinek rysy - po prostu prowadzący ten odcinek zamienił "brudna" rysę na rzecz jej "czystej" sąsiadki po lewej. To właśnie dzięki "prawie tatrzańskiemu zatrawieniu" oraz nawiązaniu do nazwy sąsiedniego wierzchołka (Garda Peak) zdecydowaliśmy się ochrzcić nasz wierzchołek jako Garden Peak. Sama droga zyskała nazwę PIA, co nawiązuje do skrótu od Pakistan International Airlines. Jednak nazwa ma i drugie znaczenie. Wśród oczekujących na przelot tymi liniami cudzoziemców, nie rzadko dość zdenerwowanych - np.ja się do nich zaliczam, bardziej popularne jest rozwinięcie "Pakistan Insallah Airlines" - ew. "Please Inform Allah".....
Następne parę dni to odpoczynek po wspinaczce i przeczekiwanie jednodniowego załamania pogody. Dodatkowo, problemy żołądkowe, w przypadku niektórych naprawdę duże, nie sprzyjały planowaniu następnych wspinaczek..

Następnym ważnym wydarzeniem była bardzo przyjemna i huczna impreza pożegnalna świętujących swe naprawdę imponujące sukcesy Słoweńców. Następnego dnia nasi przyjaciele wrócili do cywilizacji, a my podejmujemy próbę szybkiego (w tzw. stylu frenchfree) przejścia drogi Eternal Flame na Trango Nameless Tower (6239m). Ze względu na poważne problemy z aklimatyzacją u Wawy wspinaczkę rozpoczęliśmy tylko we dwójkę tzn. Maciek z Kubą. Pierwszego dnia wspinaczki (niecałe 14h wspinania) udało nam się przejść 19 spośród 30 wyciągów i o zmroku dotarliśmy do tzw. Snow Ledge na wysokości ok. 6000m, gdzie spędziliśmy dość mroźny biwak. Ponieważ wspinaliśmy się praktycznie na lekko (bez sprzętu do gotowania, tylko z jedną "dziabą" i jedną parą raków, do tego zamiast sztywnych butów adidasy...... i inne takie patenty za zaoszczędzenie wagi) poranne załamanie pogody i diametralne obniżenie temperatury sprawiły, że podjęliśmy zawsze ciężką decyzje o wycofaniu się..

Następne dni to znów brydż i opady (tym razem już śniegu - zima ewidentnie nadchodziła). Prognoza pogody zapowiadała że poprawa pogody nastąpi w nasze ostatnie trzy dni pobytu w bazie.
Postanawialiśmy się po raz kolejny sprężyć. I tak, 17 IX powstała nowa droga środkiem dziewiczej południowo - zachodniej ściany Sadu Peak o trudnościach VII (OS) i długości około 430m. Było to prawdopodobnie dopiero trzecie wejście na ten szczyt. Ze względu na bliskość ściany w stosunku do bazy (15 minut podejścia), oraz na wspomnienie o nieodległym wierzchołku podczas wcześniejszej próby na Trango Nameless(do ostatniego momentu wahaliśmy się, czy aby nie podjąć jeszcze jednej próby) linia uzyskała nazwę: Pretty close.

Dzień później (18 X), mimo iż myśli uciekały już w kierunku domu i bliskich tam na nas czekających, udało nam się otworzyć koleją nową linie, tym razem wariant do drogi Severence Ridge którą to rok temu wytyczył zespół nowozelandzko-kanadyjsko-amerykański. Była to dla każdego z nas jedna z najbardziej wymagających skalnych linii, jakie udało nam się kiedykolwiek przejść.
Severence Ridge biegnie granią opadającą z wierzchołka Trango Ri. W jej skład wchodzi co najmniej 5 wybitnych turni. Nasza wspinaczka(około 670 metrów), kończy się na I turni tejże grani (bez wejścia łatwym terenem na sam wierzchołek) Jej całkowicie niezależna cześć to około 200 metrów terenu o trudnościach sięgających VIII+ AF (1 wyciąg) i VIII OS (2 wyciąg). Kolejne 3 wyciągi do połączenia się z Severence Ridge oferuje trudności rzędu VII/VII+ i to w takich specyficznych formacjach jak offwide, oraz 3 metry terenu C1, Po połączeniu się z linią pierwszych zdobywców trudności nie przekraczają stopnia VI+, z jednym miejscem A0. Wspinaczka zajęła nam około 10h. Wariant ten nazwaliśmy Let's Go Home - co odzwierciedlało nasze nastroje. Jest to naprawdę przepiękne wspinanie w najróżniejszych formacjach, w bardzo dobrym granicie który swą jakością nie ustępuje temu z Trango.

20 września, przy opadach śniegu rozpoczęliśmy karawanę powrotną.

Maciek Ciesielski

W czasie wyjazdu z powodzeniem sprawdził się sprzęt w jaki zaopatrzyła nas firma Yeti.

  • W szczególności bardzo przydatne na zmienną pakistańska pogodę okazały się kurtki puchowe model Bonatti. Ich niska waga, a także specjalny zapewniający swobodę ruchów kroju oraz duże właściwości termiczne sprawiły że były zabierane przez na każdą wspinaczkę czy tez dłuższą wycieczkę z bazy model.
  • Kolejnym hitem który nas "zauroczył" były specjalnie uszyte śpiwory ścianowe (połączenie modelu GT z Boulderem). Przy bardzo niskiej wadze, zapewniały wystarczający komfort cieplny, co sprawiło iż z powodzeniem używaliśmy ich na naszych wszystkich biwakach "wspinaczkowych" w tym kilkukrotnie na wysokości około 5250 metrów i raz na wysokości ponad 6000 tysięcy.
  • Śpiwór bazowy model Iceberg 1100 sprawił ze wszystkie noce w bazie były ciepłe i wygodne, co jest o tyle istotne iż sen na wysokości ponad 4 tysiące jest jedyną możliwą formą regenerowania sił.

 

 
- Olympus Mons McK 2006
 
- 7summits.pl na McKinley'u
 
- Sage Symfonia, Polish Karakorum Expedition - Pakistan 2006
- Se-Mar MALI Expedition 2006